Twarda szkoła Defendu – bezmyślna brutalność, czy stopień realizmu?

…czyli rzecz o naszym podejściu do szkolenia. Do poczytania dla Pań i Panów cz.2

„Wasze techniki są bardziej rzeczywiste […]” adept popularnego systemu walki o hebrajskiej nazwie 🙂
„[…]ale jak? Mam mu naprawdę wcisnąć oko? Nie chcę mu zrobić krzywdy.” adept innego tzw. „bojowego” systemu

Takie komentarze słyszymy często po „pierwszym razie” w naszej sekcji osób, które trenowały wcześniej coś innego. Pierwsze zajęcia dla wielu są rozdrożem – zostać i przyjąć wszystko, z czym się to wiąże, czy wrócić na starą, przytulną matę, poćwiczyć umawiając się, że techniki działają bezboleśnie, a na koniec ponadawać sobie wzajemnie kolejne stopnie.
Wbrew pozorom, niekiedy łatwiej jest przywyknąć do sekcyjnych tradycji kompletnym nowicjuszom. Nie mają złych nawyków, a nie boli ich również świadomość, że trening w poprzednim miejscu nie do końca sprawdza się w innych warunkach.

Sport vs rzeczywistość

Formuła walki MMA faktycznie ma stosunkowo mało ograniczeń. Można by powiedzieć, że niewiele się różni od tzw. realnej walki, czyli potocznie ulicznej. Jest tylko jedna różnica – w sporcie, nie ważne jak zbliżonym do rzeczywistości, idzie po prostu o zwycięstwo. Założeniem jest wygranie walki. Punktacją, KO, czy odklepaniem. Poza ringiem, w walce chodzi o wyrządzenie krzywdy. O dewastację oponenta. Wystarczy zobaczyć jak wygląda większość ulicznych starć. Oczywiście, i w ringu znajdzie się wielu „niesportowców”, tak samo poza nim znajdą się typowi „pojedynkowicze”. W każdym razie pomiędzy walką sportową, a realną jest różnica i jest nią cel zwycięstwa, który determinuje środki oraz nadaje konfrontacji zupełnie inny wymiar.

Wszystko jest w głowie.

Dokonanie każdej ekstremalnej rzeczy wiąże się z łamaniem własnych ograniczeń. Zaczynając choćby od popularnego morsowania, poprzez pokonywanie dziesiątek i setek kilometrów tras wszelkiego rodzaju ultra wyścigów, na selekcji do specjalsów kończąc. Wszędzie tam zwycięstwo nad sobą zaczyna i kończy się W GŁOWIE. Realna konfrontacja również należy do sytuacji ekstremalnych, niezależnie od doświadczenia. Tak jak dla doświadczonego ultrasa, każdy bieg na 100km nie będzie niedzielną przebieżką, a dla żołnierza misja obarczona ryzykiem nie będzie ćwiczeniami na strzelnicy, tak realna walka nie będzie udawanymi technikami na sali z kolegami. Dlatego właśnie motywem przewodnim szkolenia w sekcji jest złamanie blokady w głowie. Ta blokada to nic innego jak instynktowny strach przed rzuceniem na szalę zwycięstwa czegoś nam bardzo ważnego od urodzenia – bezpieczeństwa.

Jak w pokerze

Twórca Defendu, Fairbairn, użył określenia „All-in fighting”. W tych słowach zamknął genialnie całą istotę szkolenia i systemu Defendu – musisz rzucić na stół wszystko co masz. Takie podejście sprawia, że strach znika, a zostaje wściekła wola walki. Jako instruktora sekcji jest to mój nadrzędny cel – nauczyć łamać w sobie ograniczenia.Na co komu fenomenalna znajomość technik, siła, sprawność i potrójne salto w tył, jeśli mentalnie nie będzie gotów tego użyć. Kiedyś jeden z instruktorów powiedział mi „jeśli kiedyś będziesz miał obawy przed przegraną powiedz sobie, że może i zaraz trafisz do szpitala, ale zanim to nastąpi sprawisz, że facet będzie oglądał świat jednym okiem”.

Tak jest u nas.

„Defendu jest brutalne” – tak kiedyś podsumowała nas jedna dziewczyna. I poszła na jakiś kurs dla kobiet. Nie zgodziłem się. Można powiedzieć, że owszem system sam w sobie jest bezwzględny, a trening dość wymagający, ale to rzeczywistość jest brutalna! …a w starciu z nią nie można nie być bezwzględnym. Wielu uważa, że się nie nadaje na kurs, czy sekcję, bo „się boi” albo „ma opory”, czy też „nie da rady fizycznie”. Każdy się boi i każdy ma opory i granice siły. Przychodzi się po to, aby się ich pozbyć.

Błażej S.