Felieton instruktorski pt.
„Nie każdy facet z widłami to Zeus”, czyli
świadomość zagrożenia, a paranoja.🙂

Cytując byłego Blackwaters-a „ważniejsze od wody są broń i świadomość sytuacji”. W naszych europejskich warunkach o broń nie tak łatwo ale też i codzienność nie dostarcza tylu wrażeń żeby była ona zawsze potrzebna (nie licząc sytuacji gdzie jakiś kretyn na A-dwójce jedzie osiemdziesiąt lewym pasem, ale to inna historia… 🙂 ). Od pewnego czasu Europa nabiera elementu napływowego, głównie afrykańskiego. W podzięce mamy zamachowe masakry, gwałty i wymuszenia rozbójnicze. Nieprzywykłe do takich zagrożeń cywilizowane społeczeństwo Zachodniej Europy długo starało się nie przyjmować do wiadomości faktów, a wszelkie przejawy agresji ze strony przyjezdnych tłumaczyć „nieporozumieniem na tle kulturowym”. U podstaw tego typu postępowania leży jedno – brak świadomości sytuacji, a w tym przypadku zagrożenia. Tyczy się to zarówno społeczeństwa jak i jednostki.

Jak z rakiem

„Mi się to nie zdarzyło, więc mnie to nie dotyczy” – tak mniej więcej wygląda statystyczna mentalna reakcja na informację o czyimś nieszczęściu. Niezależnie, czy jest to napad na osiedlu wieczorem, czy nowotwór. Odetchniemy z ulgą, że nas to nie dotknęło, a następnie kontynuujemy codzienną rutynę. Dlaczego?
„No bez przesady, przecież zawsze tamtędy wracam do domu…”
„U mnie nikt raka nie miał.”
TO jest właśnie tytułowy BRAK ŚWIADOMOŚCI ZAGROŻENIA.

Oddzielmy życie od paranoi.

Prowadząc zajęcia z zakresu bezpieczeństwa dla osób, których ani hobby ani sensem życia nie jest wzajemne okładanie się pięściami na treningach, spotykam się z opacznym rozumieniem kwestii świadomości. Czasem faktycznie owe „otwieranie oczu” na niektóre sprawy może mieć dość demoniczny wydźwięk, jednak zawsze odwołuję się do zachowania przede wszystkim zdrowego podejścia. Wszakże 9 na 10 potencjalnych przechodniów nie podjęłoby raczej ryzyka zadźgania Cię nożem dla Twojego iPhona 😉
Świadomość sytuacji to nic innego jak tylko zdawanie sobie sprawy z ewentualnego ryzyka.

Paranoją będzie jeśli Ania porzuci pracę, gdyż wraca po zmroku, bo za każdym rogiem jest na pewno bandzior.
Dowodem świadomości sytuacji będzie wyjęcie przez Anię słuchawek z uszu idąc nieoświetlonym skwerem! Strachu mówi „nie każdy facet z widłami to Zeus” 🙂 , tak samo nie każdy facet wieczorem to zło 🙂

Nie chodzi o to aby zacząć się zbroić, czy szkolić i żyć w przeświadczeniu, że każde wyjście z domu może się okazać ostatnim. Tyczy się to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Racjonalna ocena sytuacji w okolicznościach podwyższonego ryzyka w zupełności wystarcza aby potencjalnego zagrożenia uniknąć, jednak aby zagrożenie odeprzeć potrzebne już będą umiejętności.

Czy warto?

Czy warto poświęcić na szkolenie kilkanaście godzin w miesiacu lub nawet w roku na wypadek, gdyby to akurat mnie człowiek w nagłej potrzebie postanowił poprosić o finansowe wsparcie w ustronnym miejscu wieczorową porą?
Cóż, szansa na 6-tkę w Lotto też jest niewielka – 1 do 14 milionów. Ale ktoś trafia te szóstki.

Błażej S.